O rundzie jesiennej, sytuacji w klubie i planach na przyszłość z prezesem JKS Czarni 1910 Jasło Piotrem Samborskim rozmawia Bogdan Hućko
- Co Pan czuje po pierwszej części sezonu? Jakie nastroje w klubie?

- Pod względem sportowym jest niedosyt, ale spokojnie, spokojnie. Od ostatniego meczu minęło trochę czasu, emocje zarówno mnie jak i zawodnikom, trenerowi jednemu i drugiemu oraz zarządowi trochę opadły. Myślimy już o przyszłości. Wzięliśmy się od razu po zakończeniu rundy jesiennej do roboty.
Oczywiście, że nie jestem zadowolony. Zawodnicy także, bo pierwsza część sezonu nie spełniła zakładanych oczekiwań. Życie weryfikuje plany, zamierzenia i teraz musimy być przygotowani na inne wyzwania, do batalii na wiosnę. Cel pozostaje niezmienny - walczymy o utrzymanie. Mam nadzieję, że to osiągniemy. Runda jesienna była trochę drogą przez mękę, spowodowaną wieloma czynnikami.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy
Pod koniec listopada rozpoczęły się prace na stadionie przy ul. Śniadeckich.

- Jakimi?

- Wielokrotnie się wypowiadałem i pan w swoich artykułach też pisał, że w Jaśle brakuje stabilizacji sportowej. Model dla kibica byłby taki: średniak czwartoligowy, od czasu do czasu walczący o wyższe cele, mający ustabilizowaną kadrę. Po minionym sezonie, kiedy runda wiosenna 2020 ze względu na epidemię nie odbyła się, podjęliśmy decyzję, że przystąpimy do rozgrywek w IV lidze, bo sytuacja finansowa klubu nie jest zagrożona. Myślę, że organizacyjnie i finansowo udźwignęliśmy ciężar. Po raz pierwszy od kiedy jestem w klubie mamy jako zarząd komfortową sytuację. Na koniec listopada są pieniądze na koncie, starczą na grudzień, a może nawet jeszcze na coś więcej. Natomiast oszczędzanie i ostrożne wydawanie każdego grosza miało przełożenie na wynik sportowy. Postanowiliśmy, że drużyna, która wywalczyła awans po trzech latach pobytu w klasie okręgowej, powinna dostać szanse gry w IV lidze. Praktycznie to się nam udało. Nie stać nas było na spektakularne transfery przed rundą jesienną. Liczyliśmy pieniądze, nie chcieliśmy wydawać pochopnie. Zabrakło jednak trochę jakości. Jednym słowem - nie spełniliśmy oczekiwań.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy
W pierwszej kolejności wymieniona zostanie murawa na stadionie.

- Drużyna, która wywalczyła awans, została uzupełniona zawodnikami z niższych klas. Wielu z nich IV liga po prostu przerosła.

- Postanowiliśmy dać szanse młodym chłopakom, wyróżniającym się w swoich drużynach. Pozyskaliśmy przed sezonem Szymona Sabika, Kamila Majkę i byłego naszego zawodnika Kamila Wietechę, który był swego czasu kapitanem juniorów starszych Stali Mielec w centralnej lidze. Sytuacja spowodowana nauką, a następnie pracą zahamowała rozwój tego chłopaka i wylądował w klubie z niższej ligi. Od zimy trenował z nami i było widać u niego bardzo duże postępy. Czy daną im szanse wszyscy wykorzystali? Myślę, że połowicznie tak. Na pewno swoją szansę wykorzystał Szymek Sabik. Myślę, że będzie nadal w tej drużynie. Natomiast uważam, że nie do końca wykorzystał szansę Kamil Majka. Niestety, będziemy musieli się chyba z Kamilem pożegnać, chociaż wiąże nas z nim roczne wypożyczenie. Dostał warunek - musi trenować, żeby zostać w drużynie. W okresie przygotowawczym musi wykazać się maksymalną gotowością do treningów i meczów kontrolnych. Wyglądało to w sezonie źle. Ustalenia były inne. Kamil miał godzić pracę z treningami i grą. Niestety, nie udało się i był bardzo rzadko na treningach. Szkoda chłopaka, ale bez treningów na tym poziomie nie ma szans na grę, stąd decyzja trenera Skuby, a następnie trenera Domaradzkiego o posadzeniu go na ławce rezerwowych.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

Pozyskaliśmy przed sezonem Wojtka Kiełtykę z Nienaszowa. Chciałem go już mieć w zimie, bo był wyróżniającym się zawodnikiem Tempa. W plebiscycie OZPN Krosno znalazł się w jedenastce roku i został odkryciem młodzieżowym. Nie udało się, bo otrzymał lepszą ofertę ze Startu Rymanów, gdzie nie zagrał meczu ze względu na epidemię koronawirusa. Taki zawodnik z charakterem był nam potrzebny. Był jaśniejszą postacią w drużynie, co nie zmienia faktu, że obciążenia treningowe w IV lidze są zupełnie inne niż w klasie okręgowej. U Wojtka wystąpiły braki kondycyjne w końcówce sezonu.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

Runda jesienna, nietypowa ze względu na tak dużą ilość meczów, była też kuźnią charakterów dla zawodników. Ci, którzy zostaną, to można powiedzieć, że mają charakter biało - czarny i charakter do piłki. Z kilku zawodników będziemy musieli zrezygnować, a w ich miejsce ściągnąć z innych klubów.
Na listę transferową trafi chyba Kuba Frączek, może Kamil Wietecha, który nie pogodzi pracy w firmie ojca, bo jeździ nawet na tygodniowe delegacje. Jestem po rozmowie z nim i ma wolną rękę w poszukiwaniu klubu, bo widzi sam, że taka sytuacja przerasta jego możliwości treningowe.
Mamy problem także wśród bramkarzy. Damian Niemczyński nie może pogodzić pracy czterozmianowej z treningami. Jeden trening w tygodniu to trochę za mało dla bramkarza. Będziemy musieli jakoś tę sytuację rozwiązać.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

Niepewna była sytuacja z Wojtkiem Munią, który nie mógł się określić czy będzie, czy nie będzie grał. Postanowiliśmy z trenerem szukać zawodników do gry w ataku. Po siedmiu meczach Wojtek wyjechał do pracy w Szwajcarii. Klub nie może mu zaoferować takich pieniędzy jakie zarobi za granicą. Jego wyjazd był dla nas bardzo dużą stratą. Zaufaliśmy nie do końca odpowiednim osobom, które bardzo dużo obiecywały nam po grze dwóch Ukraińców - Pavlo Kulisha i Emihrada Mchedlidze. Mimo, iż solidnie trenowali, nie wnieśli tego, czego oczekiwaliśmy. Nie dali jakości drużynie. Pavlo jest wypożyczony do czerwca z Cosmosu Nowotaniec. Nie wiem jakie będą ich dalsze losy. Wyjechali na Ukrainę, oczekują na przesłanie im pozwolenia na pracę. Giga, czyli Emihrad jest naszym zawodnikiem na zasadzie kontraktu zawodowego. Nie mogę definitywnie ich skreślać, że nie będą u nas grali, ale oczekiwaliśmy więcej od nich. Myślę, że trzeba szukać na te pozycje innych zawodników. Kuba Frączek, niestety - z całym szacunkiem - nie spełnił pokładanych w nim nadziei, na jakie liczyliśmy. Był za granicą, potem rozpoczął studia, nie trenował systematycznie. Siłę ofensywną stanowili pomocnicy, a czasem i obrońcy, co - moim zdaniem - było głównym powodem mniejszej ilości goli i zdobytych punktów.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

- To wszystko, co Pan mówi, jest prawdą. Natomiast moim zdaniem w trakcie sezonu straciliście z różnych powodów trzech podstawowych zawodników, którzy byli bardzo ważnymi ogniwami w drużynie - wspomniany Wojciech Munia, kontuzjowany Bartosz Szopa oraz chyba ze względów prywatno - rodzinnych i zawodowych - Wojciech Dziedzic.

- Wojtkowi Dziedzicowi najpierw urodziło się dziecko, a do tego przyplątały mu się problemy zdrowotne i nie mógł od września trenować. Spotkaliśmy się niedawno, rozmawialiśmy na ten temat. Wojtek postara się nam pomóc, ale jest zawodowym żołnierzem i trudno mu pogodzić obowiązki. Jest dla nas ważnym zawodnikiem, ale on musi być sam pewien co może dać drużynie.
Mieliśmy plagę kontuzji. Bartek Szopa w meczu w Nisku doznał urazu pięty i więzadła. Został wyłączony na prawie dwa miesiące z gry. To, że zagrał w ostatnich meczach, to tylko na prośbę kolegów z drużyny oraz zarządu, żeby pomógł w trudnej sytuacji kadrowej.
Muszę przypomnieć jeszcze, że musieliśmy zrezygnować z dwóch zawodników - Damiana Kuliga i Michała Borowca. Spowodowane to było nie ich niskimi umiejętnościami piłkarskimi, o czym oni doskonale wiedzą, ale zamieszkaniem i podjęciem pracy w Rzeszowie. Musielibyśmy kupić samochód dla klubu, na co nas nie stać i nie widzimy takiej potrzeby, ale być może teraz będzie ktoś dojeżdżał z Rzeszowa, więc mogliby razem jeździć. Jesteśmy po pierwszych rozmowach, zapatrują się w miarę pozytywnie. Obaj nie mogli pogodzić pracy w Rzeszowie z treningami u nas.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

- Trener Adam Domaradzki mówił w trakcie rozgrywek, że wzmocnienie drużyny jest koniecznością, żeby walczyć o utrzymanie w IV lidze. Będą posiłki dla Czarnych?

- Zaraz po ostatnim meczu rundy z Igloopolem zaczęliśmy działać. Czynimy starania o pozyskanie trzech, czterech zawodników z lokalnego rynku oraz spoza Jasła, którzy reprezentowali kluby I-, II- i III - ligowe. Nie zamykamy oczywiście drogi młodym z okolicznych klubów. Odbyłem rozmowy z pięcioma takimi zawodnikami. Żaden z nich nie jest zainteresowany grą w Jaśle. Nie zamykamy też drogi zawodnikom, którzy zostali wypożyczeni w okresie letnim. Każdy z nich będzie mógł spróbować swoich szans w rywalizacji o miejsce w kadrze. Z drużyną trenują na sztucznym boisku nasi młodzi - Eryk Piątkowski i Karol Szydło. Będziemy chcieli oswajać młodych chłopców z drużyną seniorów. Nie zapominamy o newralgicznych pozycjach - stoperze, bocznym pomocniku, napastniku czy też skrajnym obrońcy. Na każdą z tych pozycji jest nam potrzebny zawodnik, który będzie gwarantował jakość i od którego młodzi mogliby nauczyć się doświadczenia oraz profesjonalnego podejścia do swoich obowiązków. Będziemy chcieli zbudować kadrę drużyny na pierwszy tydzień stycznia, żeby trener Domaradzki miał komfort pracy od pierwszych zajęć z wyselekcjonowaną grupą zawodników.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy
Trener Adam Domaradzki

- Klub będzie stać na pozyskanie doświadczonych, z przeszłością gry w wyższych ligach, zawodników, bo przecież nie przyjdą grać za darmo na chwałę Czarnych Jasło?

- Sytuacja finansowa, jak już wspomniałem wcześniej, jest stabilna. Wszystko jest płacone na bieżąco. Myślę, że stać nas będzie pozyskać dwóch, trzech klasowych zawodników. Będziemy negocjować z prezesami klubów. Trener Domaradzki bardzo mocno pomaga w tym zakresie.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

- Postawiliście przed sezonem na drużynę, która wywalczyła awans, bez pozyskiwania zawodników z doświadczeniem gry w wyższych ligach. To, mówiąc delikatnie, nie sprawdziło się w rundzie jesiennej. Teraz szukacie klasowych piłkarzy do każdej formacji. Czy nie lepiej było to zrobić kilka miesięcy wcześniej, skoro - jak Pan mówi - sytuacja finansowa jest stabilna?

- Wybraliśmy taką koncepcję budowania drużyny. Być może postąpiłem zbyt ostrożnie. Biorąc jednak pod uwagę wcześniejsze sezony, gdy po awansie zawsze kupowano w Czarnych zawodników, klub wzmacniał drużynę piłkarzami z innych lig, a nie zawsze przynosiło to lepszy efekt. Natomiast zawsze wtedy była dziura w budżecie. Dopiero z długów wyszliśmy. Na pewno czynnik ekonomiczny zaważył w dużym stopniu na naszej decyzji. Wydawało się nam, gdy rozmawialiśmy na zarządzie i z zawodnikami, że niemoralnym byłoby, że ci, którzy wywalczyli awans nie będą mogli grać w IV lidze. Wydawało mi się, że podołają wymogom czwartoligowym. Na pewno jest to nauczka dla nas wszystkich, ale także lekcja pokory dla tych zawodników, którzy myśleli, że świat zawojowali, że wszystko już potrafią, a tylko trener jest zły, taki czy owaki. Oczywiście, że jest różnica między klasą okręgową a IV ligą. Takie są realia i teraz życie zmusza nas do podjęcia pewnych działań.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

- Jeżeli jesteśmy już przy kondycji finansowej klubu, który nie ma długów, wyszedł z zapaści finansowej, to musicie mieć - bo przecież Jasło jest małym miastem - zapewne kilka źródeł dopływu pieniędzy. Z czego żyją Czarni?

- W dalszym ciągu zachęcamy wszystkich kibiców, przedsiębiorców, właścicieli firm do wstępowania w szeregi Klubu 100, który ciągle się rozrasta i przynosi dosyć znaczny dochód. Jest znacznym czynnikiem w planowaniu budżetu klubu. Otrzymujemy dotację z miasta. Nawiązaliśmy współpracę z kilkoma firmami. Dosyć mocno pomaga nam Przedsiębiorstwo Robót Drogowo - Mostowych, zaangażował się we współpracę Jafar. Ponadto lokalni przedsiębiorcy - Grzegorz Schabiński, Guardi Roberta Kołeczka, Oponex Bogdana Ptaszka, na których pomoc zawsze możemy liczyć. Mamy wsparcie z różnych fundacji. W tym roku otrzymaliśmy 10 tysięcy z Programu Klub, 10 tysięcy z Fundacji PKP, 10 tysięcy złotych z Polskiej Spółki Gazownictwa. Wzięliśmy udział w akcji „Wykop smog”. W dalszym ciągu pomaga nam Lotos, mimo sytuacji pandemicznej i skierowaniu pieniędzy głównie na walkę z pandemią koronawirusa. Jesteśmy dobrej myśli i wszystko wskazuje na to, że kolejny rok firma Lotos będzie nam pomagała. Akcję odpisu jednego procenta od dwóch lat bardzo mocno wspiera pan Marcin Węgrzyn, były prezes klubu. Z jednego procenta jest to kwota rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. To ogromny zastrzyk finansowy. Wszystko razem pozwoliło nam spłacić zadłużenie. Nie mamy w tej chwili żadnych zobowiązań finansowych. Wszystko jest płacone na bieżąco. Zawodnicy może zarabiają nie najlepiej w IV lidze, ale też już na pewno nie najgorzej. Możemy myśleć o wzmocnieniu drużyny, co wcześniej trudno było robić, wiedząc jakimi finansami dysponujemy.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy

- Wreszcie w Jaśle jest boisko ze sztuczną nawierzchnią i oświetlone, co umożliwia prowadzenie treningów jesienią po zapadnięciu zmroku. Remontowany jest stadion przy Śniadeckich. To wszystko powinno sprzyjać rozwojowi klubu z 110-letnią tradycją.

- Połączyliśmy się z Akademią Piłkarską, jest duże zainteresowanie młodzieży treningami w Czarnych, co od lat raczej obserwowaliśmy odpływ. To pozytywne sygnały. Zawodnicy i trenerzy innych drużyn mówią nam, że gra na boisku ze sztuczną trawą jest czystą przyjemnością. Mam nadzieję, że od czerwca lub lipca będziemy mogli trenować i grać na nowym naturalnym trawniku. Czynione są starania o całkowitą przebudowę stadionu. Życie zweryfikuje plany, ale trzymamy kciuki za Urząd Miasta w Jaśle oraz Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, żeby udźwignęli tą inwestycję, a piłka nożna na czwartoligowym poziomie zagościła na stałe w Jaśle.

Nauczka dla wszystkich i lekcja pokory dla piłkarzy