Rozmowa z o. Arturem Zajchowskim, franciszkaninem z Sanktuarium św. Antoniego w Jaśle
- W czasach agresywnej reklamy, przygotowań, zakupów, gonitwy, pracy, zasypywania przez środki masowego przekazu informacjami, współczesny człowiek chyba gubi istotę rzeczy - celebrację narodzin Jezusa, Syna Bożego. Święta Bożego Narodzenia są tłamszone przez komercję.
- Współczesny, pędzący świat, w wyniku wszechobecnej komercjalizacji wszystkich dziedzin życia, zapomina o tym co najważniejsze w Bożym Narodzeniu. Już po uroczystości Wszystkich Świętych witryny naszych sklepów są ozdabiane symbolami bożonarodzeniowymi. Co więcej - ginie też czas przygotowania do Bożego Narodzenia, czyli Adwent, a to przecież okres wyciszenia, refleksji nad naszym życiem, czuwania na przyjście Syna Bożego na ziemię. Wszędobylska reklama, zgiełk powoduje, że to wszystko się zatraca. Pomimo reklam, hałasu, należy w sobie wyrabiać to przygotowanie duchowe. Reklamy nawiązujące do świąt atakują nas na każdym kroku, czy to w telewizji, radiu, gazetach, czy też na ulicy. Tak naprawdę, to tylko od nas zależy jak będziemy przygotowywać się na Boże Narodzenie.

- Proszę Ojca, czy współczesny zabiegany człowiek dostrzega jeszcze sferę duchową świąt, tajemnicę Bożego Narodzenia, czy to wszystko sprowadza się do przeżuwania zamiast przeżywania.
- Zauważa się zamazywanie wewnętrznego, duchowego przeżywania świąt. Najważniejszym do niedawna punktem świąt Bożego Narodzenia było spotkanie w rodzinach przy wigilijnym stole. Teraz w dobie migracji zarobkowej, ludzie pracujący poza granicami kraju, często przyjeżdżają w rodzinne strony w ostatniej chwili, bo pracodawca, chcąc zarobić, nie pozwala im na wcześniejszy wyjazd. Wielu naszych rodaków jest wykorzystywanych w pracy. Jako kapłani zauważamy, że podobnie jest ze studentami. Niemal dosłownie ludzie z ulicy wpadają do swojego domu na wigilię, bez żadnej refleksji.

- Święta Bożego Narodzenia w polskiej tradycji mają swój niepowtarzalny klimat. To są wyjątkowe dni. Czerwone Gitary śpiewają o grudniowym zwykłym dniu, w którym gasną wszystkie spory. Z punktu widzenia czysto ludzkiego i duchowego, nie ma drugiego takiego dnia w roku jak Wigilia?
- Tak. Jan Paweł II powiedział niegdyś, że Narodzenie Pańskie tkwi głęboko w duszy polskiej. Wydaje mi się, że mimo różnych zawirowań w historii Polski jak zabory, powstania narodowe, wojny, zsyłki na Sybir czy chociażby znany nam stan wojenny, Polacy zawsze pamiętali o Bożym Narodzeniu i potrafili dzielić się opłatkiem, zachować najmniejszą cząstkę świąt. Zawsze to w polskiej duszy grało i w naszej mentalności było mocno zakorzenione. Natomiast dzisiaj, gdy człowiek jest uzależniony od mass mediów, gdy jesteśmy bombardowani różnymi informacjami, czy potrafimy zachować to, co najważniejsze, czy może poddajemy się wpływom zewnętrznym.

- Jak istotę świąt Bożego Narodzenia przełożyć na wymiar codziennego życia?
- Kościół zachęca wiernych, żeby to co przeżywamy w noc wigilijną starać się przekładać na nasze życie codzienne. Matka Teresa kiedyś tak pięknie powiedziała, że Chrystus rodzi się codziennie w sercu każdego człowieka, którego spotykamy. Boże Narodzenie wyraża się w naszej codzienności w spotkaniach z drugim człowiekiem, nie tylko przy wigilijnym stole, przy szopce, na Pasterce, ale też na co dzień.

Okazja, aby stół wigilijny nas zjednoczył
Fot. www.franciszkaniejaslo.pl

- Kultywujemy piękne, polskie tradycje bożonarodzeniowe, które są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Natomiast z badań opinii publicznej, sondaży wynika, że coraz mniej jest w Polakach duchowości w przeżywaniu świąt.
- Zanika istota świąt. Dawnej przywiązywaliśmy wielką wagę do sfery duchowej. Tego uczono nas w dzieciństwie, w domach, w rodzinach. Kładziono nacisk na sferę duchową. Dzisiaj jest ona wypychana przez wszędobylską komercję. Od nas zależy jak będziemy podchodzić do przeżywania świąt. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Boże Narodzenie jest dla nas we współczesnym świecie ważne. Czy ważne jest to, że Jezus przychodzi na ziemię, że Syn Boży się rodzi, czy może coś innego jest dla nas ważniejsze.

- W jaki sposób Ojciec by nas zachęcał do przeżywania świąt Bożego Narodzenia?
- Odpowiem osobistym wątkiem. Od dzieciństwa bardzo lubiłem święta Bożego Narodzenia i całą atmosferę im towarzyszącą, począwszy od przygotowania do Wigilii, nawet z wypatrywaniem pierwszej gwiazdy na niebie. Pomagałem rodzicom w przygotowaniu potraw wigilijnych. To było dla mnie, wtedy dziecka, bardzo ważne i w takim klimacie wzrastałem. Tak było w polskich domach od wieków. Myślę, że mimo gonitwy współczesnego świata, często pseudo nowoczesnych trendów, zupełnie nam obcych kulturowo, powinniśmy nadal pielęgnować nasze piękne, polskie tradycje. Najważniejsze, żebyśmy potrafili w radości przeżywać święta Bożego Narodzenia, cieszyć się, że Syn Boży przychodzi na świat, ale też i cieszyć się ze spotkania z najbliższymi. W zabieganym świecie nie mamy czasu zasiąść do wspólnego stołu, bo często dzielą nas odległości, obowiązki. Święta są doskonałą okazją, aby stół wigilijny nas zjednoczył. Tak było zawsze w Polsce. I to doskonale pamiętam z rodzinnego domu, gdzie bardzo mocno pielęgnowaliśmy tradycje.

- A potrafimy jeszcze rozmawiać, czy tylko komunikować się za pomocą telefonów, smsów, e-maili? Nie wierzę, żeby Polacy wyłączyli na jeden dzień telefony, nie korzystali z Internetu.
- Aby dobrze przeżyć Adwent czy święta Bożego Narodzenia należałoby wyłączyć telefon lub nie mieć go w zasięgu wzroku. Człowiek naszych czasów nie potrafi obejść się bez telefonu, smartfonu. Dawniej wysyłaliśmy tradycyjne kartki z życzeniami, dzisiaj życzenia są tylko formalnością, wysyłane pocztą elektroniczną, sms-em. Dlatego tak bardzo ważna jest rozmowa przy stole. Nie mamy zbyt wielu okazji, żeby dłużej pobyć ze sobą, bo jesteśmy zabiegani, zapracowani, przytłoczeni nadmiarem obowiązków. Święta są taką okazją do rozmowy, powiedzenia jeden drugiemu dobrego słowa, zapytania co u bliskiej nam osoby po prostu słychać. W wielu rodzinach ludzie mijają się w drzwiach, bo pracują, uczą się czy studiują o różnych porach dnia i nocy. Dobrze byłoby w Wigilię wyłączyć przynajmniej na chwilę telewizor i porozmawiać.

- Polska słynie z ogromnej ilości chociażby kolęd. Nie ma chyba drugiego takiego kraju na świecie pod tym względem.
- Pracowałem we Włoszech. Są trzy znane kolędy w języku włoskim. Natomiast w Polsce mamy ich o wiele więcej. Mnie od dzieciństwa też towarzyszyło śpiewanie kolęd. Są bardzo melodyjne, wpadają szybko w ucho i dzieci bardzo szybko się uczą. W naszym kościele mamy w każdą niedzielę mszę świętą dla przedszkolaków. W dobie pandemii koronawirusa uczymy kolęd najmłodszych. To jest piękne, że przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie tradycję śpiewania polskich kolęd.

- Lubi Ojciec śpiewać kolędy?
- Bardzo lubię. Pamiętam z czasów studiowania we franciszkańskim Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie, gdy samo brzmienie stu głosów bardzo podnosiło na duchu. Staramy się podtrzymywać tradycję śpiewania kolęd w naszej wspólnocie franciszkańskiej w Jaśle. Podczas wieczerzy wigilijnej śpiewamy kolędy między posiłkami.

- Ma Ojciec jakąś ulubioną kolędę?
- Moją ulubioną kolędą jest „Bracia patrzcie jeno...” z dwóch powodów. Ze względu na piękne słowa oraz to, że mój tato bardzo lubił tą kolędę. To bardzo mocno zapadło mi w pamięć.

- Symbolika świąt Bożego Narodzenia jest bardzo bogata w polskiej tradycji. Wigilia, dwanaście potraw, puste miejsce przy stole, opłatek, prawie nieznany w innych krajach...
- Polacy rozproszeni po świecie przekazują naszą narodową tradycję. Ojciec Święty Jan Paweł II zawsze dbał o te tradycje. Podczas wieczerzy wigilijnej w Watykanie gościł najbliższych przyjaciół i zawsze polskie tradycje były podtrzymywane - łamanie się opłatkiem, życzenia, wspólne kolędowanie, a nawet z Zakopanego przyjeżdżali górale przedstawiać jasełka. Śpiewanie kolęd, łamanie się opłatkiem jest polskim zwyczajem, ale ma też w sobie swoją ogromną moc.

- Podczas Wigilii ma Ojciec szczególnie ulubione danie?
- Oczywiście, że tak. Jest to barszcz czerwony z uszkami. Bardzo też lubię zupę grzybową, pierogi ruskie oraz z kapustą, a także kompot z suszonych śliwek. Jego smak i zapach jest niepowtarzalny. Gdy pracowałem w Kalwarii Pacławskiej, to bardzo popularna na tamtych terenach jest słodka kutia, zapożyczona ze Wschodu.

- Mamy jeszcze Pasterkę, na którą idą nawet ci, którzy przez cały rok kościół omijają z daleka. To też zjawisko racjonalnie niewytłumaczalne w polskiej tradycji.
- Doświadczyłem tego szczególnie właśnie w Kalwarii Pacławskiej, gdzie Pasterka odprawiana była o godzinie 24. Kalwaria Pacławska jest położona 400 metrów nad poziomem morza. W zimie trzeba wysiłku, żeby podjechać pod górę. Natomiast na mszy o północy kościół pęka w szwach. W 90 procentach są to ludzie młodzi z okolic Przemyśla i Jarosławia, którzy pracują za granicą, na święta zjeżdżają do domu i specjalnie przyjeżdżają na Pasterkę do Kalwarii Pacławskiej. Osoby, które nie uczęszczają regularnie do kościoła na niedzielną mszę świętą, to jednak nigdy nie opuszczają Pasterki. Wiąże się to także z chęcią wyspowiadania się, bo młodzi pracujący za granicą, także w niedziele, często nie mogą tam przystąpić do spowiedzi chociażby ze względu na barierę językową. Słychać to w konfesjonale, bo czasami wplatają obce słowa, po prostu naleciałości językowe. Pasterka jest szczególna, przyciąga ludzi z różnych stron, tak jak pasterzy do żłóbka betlejemskiego.

Okazja, aby stół wigilijny nas zjednoczył

- A jeżeli już jesteśmy przy pasterzach, to Jezus przychodzi na świat w ich ubogiej szopie w Betlejem. W naszej ikonografii przedstawiani są jako bogobojni pastuszkowie, a tak naprawdę - co wiemy z historii tamtych ziem - to byli koczownicy, często ludzie z marginesu, żyjący trochę na bakier z prawem, twardzi ludzie o trudnych charakterach z wszystkimi niegodziwościami. Syn Boży rodzi się w wielkim ubóstwie.
- Pokłon oddają mu prości, ubodzy ludzie. Chrystusa nazywamy królem. Jest królem przede wszystkim naszych serc. Kiedy naród żydowski wyobrażał sobie przyjście mesjasza na ziemię, to był przekonany, że będzie to król, pełen majestatu, który przychodzi z wysoka, ma pełnię władzy. Tymczasem Jezus przychodzi w sposób dla nich niewytłumaczalny, przychodzi w skrajnym ubóstwie, rodzi się w stajni, leży w żłobie, wśród zwierząt. Jako pierwsi przychodzą go adorować nie jacyś słudzy z dworu królewskiego, ale ludzie ubodzy, prości. W Ziemi Świętej jest pole pasterzy. W grocie przeżywa się w sposób szczególny Eucharystię. Na pielgrzymce tam właśnie celebrowałem mszę świętą. Pasterze, którzy przybyli do Jezusa jako pierwsi, symbolizują też i nas, wszystkich ludzi na ziemi. Każdy jest przez Jezusa kochany. Jezus dostrzega godność każdego człowieka, nikogo nie odpychając.

- Jezus, jako Syn Boży, zapowiadany przez proroków, staje się człowiekiem. Współczesny człowiek jest w stanie zrozumieć decyzję Stwórcy?
- Myślę, że było to niesamowite dzieło, jeżeli chodzi o działanie zbawcze nasz wszystkich, ponieważ Pan Bóg pragnie zbawić całą ludzkość. Pan Jezus na krzyżu oddaje swoje życie za wszystkich. W narodzeniu, przyjściu na świat Syna Bożego jako człowieka, jest niesamowita mądrość Boga, dlatego, że w ten sposób już przez narodzenie Dzieciątka Jezus Bóg wywyższa naturę ludzką i wskazuje nam na godność człowieka, godność każdego z nas. Dzisiaj tyle mówi się o godności człowieka. Myślę, że święta Bożego Narodzenia bardzo nam to uzmysławiają. Dają okazję aby pomyśleć o godności człowieka, o tym, że każdy człowiek jest w oczach bożych ważny. Dla Boga nie ma nikogo obojętnego.

- Boże Narodzenie to najbardziej rodzinne święta. Z drugiej strony jesteśmy świadkami osłabienia więzi rodzinnych, kwestionowania wartości małżeństwa i nowych prób definiowania rodziny, która jest uważana jako anachroniczny przeżytek. Próbuje się podważyć fundamentalne wartości rodziny, która jest atakowana przez wpływowych liberalnych ideologów.

- Rzeczywiście święta Bożego Narodzenia to najbardziej rodzinne święta ze wszystkich jakie przeżywamy. Święta Rodzina z Nazaretu jest wzorem dla wszystkich rodzin na całym świecie. Trwa wielka walka o to, żeby rodzina pozostała według dotychczasowego modelu, jako związek mężczyzny i kobiety, wychowujących potomstwo. To pomaga nam w przeżywaniu świąt Bożego Narodzenia, gdy gromadzimy się całymi rodzinami wokół wspólnego stołu, śpiewając kolędy, idąc razem na Eucharystię do kościoła. Każda rodzina powinna czerpać wzory, wpatrując się w przykład rodziny z Nazaretu - Maryi, Józefa i Dzieciątka Jezus.

- Z członków Świętej Rodziny z Nazaretu najmniej wiemy o Józefie. Ewangeliści wspominają tylko, że pracuje, opiekuje się i wychowuje Jezusa.
- Na kartach Pisma Świętego jest o nim rzeczywiście mało. Pracuje, wychowuje Jezusa i w pewnym momencie znika, ale on jest bardzo ważną postacią jeżeli chodzi o ojcostwo. W dzisiejszych czasach ojcostwo przeżywa kryzys. Często bywa tak, że ojciec wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy, a całe wychowanie dzieci spada na kobietę. Ważne jest, żeby ojcowie byli obecni podczas świąt ze swoimi rodzinami.

- Historycy, badacze dziejów toczą spory o dokładną datę urodzin Chrystusa. Bez względu na dociekania naukowców, naszą erę zapoczątkowało właśnie przyjście na świat Jezusa.
- Przez całe wieki trwały spory o datę narodzin Jezusa. Dzisiaj na historię patrzymy przed i po narodzeniu Chrystusa. Myślę, że data narodzin Jezusa jest ważna dla dziejów świata. Uzmysławia nam jak bardzo ważne było Boże Narodzenie, jak ważne były narodziny Chrystusa, które do dzisiaj systematyzują ludzką kondycję na ziemi. To Chrystus jest panem dziejów. Skoro mówimy o tym co działo się przed i po narodzeniu Chrystusa, to wszystko miało jakiś boży zamysł. Pan Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka tak to wszystko układał i układa, żeby każde pokolenie, które przychodzi odgrywało jakąś swoją rolę, nie tylko ziemską, która jest potrzebna do normalnego funkcjonowania państw, społeczności, rodzin. Ma też znaczenie głębsze - każdy z nas ma jakieś określone zadanie od Boga tutaj na ziemi i niezależnie w której epoce człowiek żyje, jest w wielkiej pielgrzymce zbawienia. Jest w tym ukryty głęboki sens, zamierzenie Pana Boga, że akurat w tym momencie dziejów przychodzimy na świat i mamy coś do spełnienia.

Okazja, aby stół wigilijny nas zjednoczył

- Wspólnota franciszkańska w szczególny sposób nawiązuje do wydarzeń sprzed ponad dwóch tysięcy lat w Betlejem. Organizujecie żywe szopki przed świątyniami, na dziedzińcach klasztorów. Kiedy zrodziła się ta piękna tradycja?
- Święty Franciszek z Asyżu po raz pierwszy - mówiąc współczesnym językiem - uczestniczył w żywej szopce. Trzy lata przed swoją śmiercią w 1223 roku w miejscowości Greccio, święty Franciszek jako diakon, po raz pierwszy uczestniczył w mszy świętej wigilijnej i czytał Ewangelię. Chciał aby wszystko było tak, jak przy narodzinach Jezusa w Betlejem. Zaproszeni byli ubodzy ludzie i pasterze, wokół ołtarza były woły i osły. Dziecko podczas tej mszy ożywiło się, tak jak Dzieciątko Jezus. Tradycja związana z szopką betlejemską, jasełkami jest bardzo żywa w naszym zakonie po dzień dzisiejszy. Przejawia się to w tradycji żywych szopek organizowanych przy naszych klasztorach. Tak też jest i w Jaśle. Wymaga to ogromu pracy wielu osób zaangażowanych w logistyczne przygotowanie szopki, począwszy od młodzieży, która na tę okoliczność przygotowuje jasełka i śpiewa kolędy. Żywe szopki gromadzą licznych mieszkańców Jasła, którzy przychodzą podziwiać i dzielić radość z narodzin Bożej Dzieciny. Staramy się, żeby zawsze były zwierzęta, przywożone z okolic Jasła, aby dawały namiastkę tego co działo się w Betlejem. Przychodzą rodziny z dziećmi aby z nami Franciszkanami dzielić wielką radość z narodzenia Syna Bożego.

- Mówiliśmy o tradycjach i symbolach nierozerwalnie związanych ze świętami Bożego Narodzenia, a czy Franciszkanie mają jakieś wewnętrzne, zakonne zwyczaje czy obyczaje, odbywające się za klasztornymi murami?
- 6 stycznia w uroczystość Objawienia Pańskiego w naszych klasztorach franciszkańskich mamy piękną tradycję wewnętrznej kolędy. Jeden z nas - każdego roku ktoś inny - odwiedza wszystkie cele współbraci, modli się aby Pan Bóg błogosławił danemu zakonnikowi w jego życiu. Kropi wodą święconą i używa kadzidła. Po odwiedzeniu wszystkich cel zakonników przychodzimy do refektarza, gdzie losujemy patronów dla klasztoru, parafii i każdego z nas. Wcześniej przygotowane są obrazki z patronem i jego sentencją lub słowami z Pisma Świętego.

- W tym roku święta Bożego Narodzenia, ze względu na epidemię koronawirusa, będą zapewne inne. Czy panosząca się pandemia może wiele zmienić w naszej wielowiekowej tradycji czczenia narodzin Jezusa?
- Myślę, że nie. Sama istota Bożego Narodzenia pozostanie taka sama. Święta będziemy obchodzili bez względu na sytuację jaka panuje wokół. Najważniejsze jest wewnętrzne przygotowanie, które zależy od każdego z nas jak będziemy przygotowani na przyjście Syna Bożego. Jest potrzeba dobrej woli ze strony każdego z nas, mimo trudnej sytuacji. Starajmy się przeżyć święta jak najlepiej.

Rozmawiał:
Bogdan Hućko