O sytuacji w klubie, wychodzeniu z kryzysu, 110-letniej tradycji, planach, marzeniach i realiach mówi prezes Czarnych 1910 Jasło PIOTR SAMBORSKI w rozmowie z Bogdanem Hućko
W jakiej kondycji jest 110-latek?
- Dotacja miejska na ten rok to 145 tysięcy złotych. Koszt uczestnictwa w rozgrywkach wszystkich drużyn - seniorów w klasie okręgowej i czterech grup młodzieżowych (trampkarz młodszy i starszy, junior młodszy i starszy, grające w I lidze podkarpackiej), to około 250 tysięcy złotych. Trzeba jeszcze 100 tysięcy znaleźć.

Od kilku lat, z tego co wiem, staracie się zmniejszać zobowiązania finansowe wobec różnych instytucji i wierzycieli. Jakie jest obecnie zadłużenie klubu?
- Końcem października ubiegłego roku klub spłacił ostatnie zobowiązania wynikające z umowy ratalnej wobec ZUS. Całkowicie spłacona została firma transportowa, wobec której zaległości sięgały 2012 roku. Zadłużenie klubu na koniec 2019 roku wynosi 7800 złotych. Wszystkie media, ZUS, Urząd Skarbowy, firmy transportowe, trenerzy i zawodnicy zostali spłaceni. Możemy spokojnie złapać oddech.

Czarni zawsze mieli wiernych sympatyków. Jak duża jest pomoc z „Klubu 100”?
- Pomysł został zaczerpnięty z Cracovii, gdy grała jeszcze w III lidze, a w naszym klubie rozpoczęty za kadencji prezesa Marcina Węgrzyna. W 2017 roku na fali bezsilności, w chwilach mocnego zwątpienia, postanowiłem nie poddawać się i reaktywowałem „Klub 100”. Na początku zmobilizowałem swoich znajomych. Były to osoby prywatne, a potem wraz z widocznymi rezultatami, gdy między innymi kupiliśmy pralki, bo w klubie brakowało wszystkiego, coraz więcej osób wsparło inicjatywę. Na koniec ubiegłego roku mieliśmy 94 członków. W większości są to osoby prywatne, ale było też sporo firm. Dla wielu osób 50 czy 100 złotych miesięcznie to duże obciążenie dla domowego budżetu, dlatego od tego roku postanowiliśmy skoncentrować się na firmach. W stosunku do pierwszych miesięcy ubiegłego roku, wpływy podwoiły się ze względu na pomoc przedsiębiorców. To także zasługa nowego zarządu. Z dziewięciu osób wybranych do zarządu (jedna ze względu na pracę w Krakowie zrezygnowała i zostało nas ośmiu), jedyną osobą związaną z poprzednimi zarządami jestem ja. Pozostali to nowi ludzie. Część z nich wywodzi się ze środowiska kibicowskiego, najbardziej fanatycznego, które dobro Czarnych miało zawsze w sercu. Wpływy z Klubu 100 w tamtym roku stanowiły 25 procent budżetu. Pewnie nie uda się nam osiągnąć 50 procent, ale kierunek jest pozytywny. Wszystko jest przejrzyste. Mamy osobny rachunek. Klub 100 okazał się w naszym przypadku przysłowiowym strzałem w dziesiątkę i jego reaktywacja przyniosła dużo dobrego. Zrezygnowaliśmy ze sztywnego wyznacznika 100 złotych. Są osoby, które wpłacają po 20 zł, 50 zł, ale także i 400 zł. Każdy grosz jest ważny, bo 20 zł w skali roku, to 240 zł, a to już jest bardzo duża kwota. Ważny jest gest. Na koniec roku podsumowujemy, zapraszamy darczyńców do restauracji, dziękujemy i wręczamy gadżety wszystkim członkom Klubu 100. Był na takim spotkaniu pan burmistrz i pan starosta. Nie dojechał sponsorujący klub od lat europoseł Bogdan Rzońca. Udało się także rozruszać akcję z przekazywania 1 procentu.

Czarni Jasło
Fot. Bogdan Hućko

- Prezesowanie Czarnym Jasło to wielkie wyzwanie, bo oczekiwania kibiców są ogromne, a rzeczywistość często skrzeczy...
- Z klubem jestem związany od 35 lat, a od 9 pracuje w kolejnych zarządach. Wymagania kibiców są ogromne i mimo sponsora strategicznego, jakim była Rafineria, a później Gamrat, nieporównywalnych dotacjach z miasta i starostwa, z budżetem dwukrotnie wyższym niż obecny (oczywiście było więcej grup młodzieżowych i dwie drużyny seniorów), to nie potrafiliśmy jako klub ustabilizować się na pozycji mocnego czwartoligowca. Mentalność kibica jest taka, że cały czas oczekuje sukcesów. Sam byłem po drugiej stronie jako kibic i też wymagałem, nie wiedząc do końca jak to wszystko smakuje, ile to kosztuje pieniędzy i nerwów.

Okiem kibica, Czarni Jasło zasługują na grę w IV lidze. Moim zdaniem także. Natomiast to, że jesteśmy miastem, ma się nijak do tego, że klub był dwukrotnie na granicy upadku w ciągu ostatnich 9 lat. Ludzie zapominają o tym, że jeżeli mamy pieniądze na „malucha”, to nie można kupować mercedesa, tylko dlatego, żeby się przypodobać sąsiadom. Żeby kupić mercedesa, to trzeba wziąć kredyt albo ukraść.

Oczekiwania kibiców zostały w jakimś sensie spełnione w sezonie 2011/12, gdy po 18 latach Czarni wrócili do III ligi. Rzeczywistość zweryfikowała ten sukces bardzo szybko. Nie zostały zrealizowane pewne obietnice, zaczęły być widoczne braki organizacyjne. Pan prezes Wiesław Bazan przejmował klub z zadłużeniem prawie 150 tysięcy, a potem doszedł do tego jeszcze zwrot dotacji oraz następne zadłużenie za III ligę i na koniec 2013 roku Czarni znaleźli się w beznadziejnej sytuacji. Można było ogłosić upadłość klubu, albo pójść wzorem Karpat Krosno i założyć na przykład klub Biali Jasło, a Czarnych zostawić z zadłużeniem, by po jakimś czasie wrócić do tradycyjnej nazwy, co robią niektóre kluby, a czego my nie robimy. Spełniliśmy oczekiwania społeczności, drużyna awansowała do III ligi, kibice byli zadowoleni. Ta sama społeczność, która była zadowolona, nie patrząc ile co kosztuje, zaczęła w rundzie wiosennej 2013 narzekać.
Mamy satysfakcję, że po 7 latach udało się wyprowadzić klub na zero, bez zmiany nazwy, utrzymując drużyny młodzieżowe. Wyszliśmy z długów po ciężkiej walce, ale udało się przetrwać. Dziękuję poprzedniemu prezesowi, panu Piotrowi Kowalskiemu, panu Januszowi Jamule, panu Arkowi Kosibie za to, że w tych trudnych latach nie zostawili klubu i pomagali ze wszystkich sił.

Oczywiście jako kibic nie jestem zadowolony, że gramy w V lidze. Natomiast jako prezes, gdy obracam pieniędzmi, widzę, że sytuacja w klubie nie pozwalała nam na to, żeby myśleć o innych celach jak gra w klasie okręgowej. Serce mówiło co innego, rozsądek nakazywał co innego.

Budynek Czarnych Jasło
Fot. Bogdan Hućko

- Czarni to wielkie tradycje, ale infrastruktura klubu pozostawia wiele do życzenia. W Jaśle jakby czas zatrzymał się przed kilkudziesięciu laty. Brakuje odpowiedniego zaplecza do szkolenia młodzieży. Nawet własnego stadionu nie macie.
- To nasz największy problem, który rzutuje na przyszłość, odpycha także kibiców. Infrastruktura polepszy się, bo w czerwcu ma zostać oddane boisko ze sztuczną nawierzchnią przy ul. Kasprowicza. Będzie to krok do przodu. Natomiast nasz stadion wygląda jak wygląda. Samorządu nie stać na nowy, ładny obiekt. Myślę, że po pandemii, będzie jeszcze gorzej z finansami. Samorządy będą musiały przykręcić kurki z pieniędzmi na sport i kulturę, żeby ratować gospodarkę.

Utalentowana młodzież ucieka do sąsiednich miast, gdzie warunki do rozwoju ma zdecydowanie lepsze. Biedny klub bez wychowanków nie ma prawa dobrze funkcjonować i grać w wyższej lidze.
- W tym sezonie w ekstraklasie z Jasła lub z powiatu jasielskiego grają między innymi Mateusz Cholewiak (Legia Warszawa), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa) czy Michał Rakoczy (Cracovia). Okazuje się, że z dużej grupy zawodników z rodowodem jasielskim, którzy zaistnieli w wyższych ligach, jest tylko dwóch wychowanków Czarnych. Powstały szkółki piłkarskie, które zajęły się szkoleniem najmłodszych roczników. Nie byliśmy dla nich konkurencyjni. Klub miał ogromne problemy finansowe i rodzic dwa razy się zastanowił czy miał posłać dziecko do nas czy do nowego tworu, który organizowali rodzice. Najmłodsze roczniki odpuściliśmy, co było przyczyną zmniejszenia grup młodzieżowych. Nawiązaliśmy współpracę z UKS Szóstka i AP Jasło, które szkolą do 13 roku życia. Później zawodnicy mieli przechodzić do nas. Taki był zamysł. Jednak zamysł, a realizacja to zupełnie co innego. Rodzice gdy zobaczyli czym dysponujemy, a praktycznie nie mamy nic, bo stadion wynajmujemy od MOSiR, to zapisali dzieci do akademii. Dwa lata temu posiadaliśmy boczne boisko trawiaste, którego stan pozostawiał wiele do życzenia. Teraz przy ul. Kasprowicza powstaje boisko ze sztuczną murawą i oświetleniem.

Wszystkie czołowe kluby podkarpackie posiadają szkoły mistrzostwa sportowego. U nas chłopcy po lekcjach w szkole albo przyjdą na trening, albo nie przyjdą. Późną jesienią o godzinie 17 jest już ciemno, oświetlenia nie posiadamy, nie mamy warunków do normalnego treningu.
Ponadto pojawiły się kontr alternatywy dla piłki nożnej, czego wcześniej nie było, po powstaniu klubów sportów walki, gdzie młodzież trenuje dyscypliny indywidualne - judo, karate czy kickboxing. W czasach nam współczesnych bardziej stawia się człowieka już nie do współpracy w grupie - nad czym strasznie boleję - tylko jest wychowywany indywidualnie poprzez wmawianie mu, że jeżeli nie zainwestuje w siebie, to będzie nikim. A to jest nieprawda, bo powinno się współdziałać w grupie. Zmienił się też model wychowania, rodzice inwestują w dzieci. Jeżeli chłopak zaczyna przygodę z piłką, to musi mieć najmodniejsze buty, dres, fryzurę i najlepiej, żeby grał w Barcelonie lub Realu Madryt. Dobre, nowoczesne boiska w Rzeszowie czy Krośnie przyciągają młodych. Udziela się to również rodzicom, którzy chcą dobra dziecka i zapisują go do szkoły w innym mieście.
Chłopiec, który 5 lat trenuje w klubie uczniowskim czy akademii piłkarskiej, gdy przychodzi do nas, jest już trochę zmęczony piłką. Widzi, że jego rówieśnicy robią zupełnie inne rzeczy. Zamiast w sobotę pograć na komputerze, to musi jechać do Stalowej Woli czy Nowej Sarzyny na cały dzień. Ma dość tego. Do tego dochodzi wiek buntu, frustracja. Rodziców już w pobliżu nie ma. Trener pochwali lub nakrzyczy na niego.
Brak przywiązania do barw klubowych to jedna sprawa. Drugą jest postępujący odwrót od mody na piłkę w lokalnym wydaniu. Rok temu byłem jeszcze trenerem rocznika 2004 i z zazdrością patrzyłem na inne kluby, na przykład DAP Dębica, gdzie w kadrze trener miał 24 chłopców. Ja uzbierałem 15. W DAP był tylko jeden chłopak spoza Dębicy. W mojej drużynie miałem tylko pięciu chłopaków z Jasła, pozostali z okolicznych miejscowości. Gdy taki zawodnik jest przymierzany do gry w juniorach starszych z perspektywą gry w Czarnych, ma burzę mózgu w domu: po co będziesz jeździł na treningi do Jasła, co ci to da. Tata z mamą chętnie zobaczyliby w swojej miejscowości grę syna w lokalnym klubie, społeczność lokalna go wielbi, bo jest lepszy od miejscowych chłopców ze względu na regularne treningi pod okiem trenera w Czarnych. Jeżeli w tej samej miejscowości ma sympatię czy dziewczynę, to już koniec. Ponadto prezes klubu kusi, żeby wrócił do siebie, obiecuje mu 50 czy 100 złotych za mecz. Chłopak staje przed dylematem - jeszcze nie pracuje, w klubie dają mu pieniądze, strzela bramki, wszyscy zadowoleni, a gdy wygra derby z drużyną z sąsiedniej miejscowości, to będzie na ustach wszystkich. Często ma 20 lub więcej kilometrów do Jasła, wyjazd na daleki mecz nie jest już dla niego magnesem, wróci zmęczony późno do domu, nie spotka się z kolegami czy dziewczyną. Wtedy przychodzi do klubu z mamą, która nalega, że mamy go zwolnić, bo on w Czarnych grał nie będzie, a u siebie musi grać. W ten sposób tracimy zdolnych zawodników. Gdybyśmy grali w III lidze, to być może byłoby wielu chętnych z perspektywą podpisania kontraktu w seniorach. To wszystko jest systemem naczyń połączonych: brak pieniędzy, brak infrastruktury. Nieraz wracają, ale są już zapuszczeni z brakami. Tylko czasami udaje się takiego chłopaka „reanimować” piłkarsko, ale najczęściej zostają lokalnymi bohaterami. Sytuacja materialna takiego chłopaka zapewne się poprawia, ale traci na pewno piłka.
Dla mnie jako prezesa klubu dramatem jest sytuacja, że w sezonie 2019/20 do drużyny juniorów starszych musieliśmy wypożyczyć za pieniądze dwóch zawodników z ościennych klubów. Gdy byłem zawodnikiem, to z osiedla, gdzie jest 5 bloków, chodzili na treningi chłopaki w kilku kategoriach wiekowych. Było nas bodajże ośmiu. Teraz nie ma ani jednego w Czarnych, a jeden - ze względu na lepsze warunki i SMS - poszedł do Karpat Krosno. Mamy odpowiedź na wszystkie kłopoty.

Trybuna Czarnych jasło
Fot. Bogdan Hućko

Od czasów Rafinerii Jasło, a potem Gamratu, klub zabiega o sponsora strategicznego, ale bez efektu. Nie widać chętnych do pomocy Czarnym. Dlaczego?
- We wspomnianych przez pana firmach zmienili się właściciele, zmieniły się priorytety, nastąpiła prywatyzacja, wyprzedaż majątku. Wszystko się w Jaśle zmieniło. Gamrat zatrudniał kilka tysięcy mieszkańców Jasła i okolic. W Pektowinie pracowało ponad 2 tysiące osób, a teraz chyba tylko 400. Były Zakłady Płyt Wiórowych, bardzo dobrze funkcjonowała Huta Szkła. Po rozdrobnieniu tych firm i zmianach własnościowych, często właściciele spółek nie są związani z Jasłem czy regionem, nie interesuje ich piłka nożna, sport, rozwój tego miasta, a tylko biznes. To jest nieubłagalna zasada. Firma ma przynosić jak największe dochody. Rozmawialiśmy z szefami spółek wydzielonymi z Gamratu i Rafinerii. Nikt nie jest zainteresowany sponsorowaniem piłki. Prowadziliśmy także rozmowy z pewnym inwestorem z Krakowa. Nie udaje się nam znaleźć sponsora strategicznego. Myślę, że w obecnej sytuacji ekonomicznej, spowodowanej pandemią koronawirusa, będzie jeszcze trudniej o strategiczną pomoc dla klubu. Na Podkarpaciu głównymi sponsorami klubów są samorządy. Jedynie w Rzeszowie, który rozwija się kosztem innych miast i miasteczek, utrzymują sport firmy developerskie. Proszę popatrzeć na inne miasta. W Krośnie boisko pod balonem zafundował Beniaminkowi pan Malinowski. Ekoball Sanok wybudował bazę dla drużyn młodzieżowych, Jerzy Domaradzki rozbudowuje Wiki w Sanoku. Wszyscy zrobili to prywatnie. Jednym słowem pomagają zapaleńcy, miłośnicy piłki. Takich osób w Jaśle nie mamy. Prężnie działają stowarzyszenia kibiców, które przejmują odpowiedzialność za kluby. Takim przykładem jest Wisłoka Dębica. Gdyby nie świetna robota stowarzyszenia, klub z Dębicy byłby w klasie okręgowej, a może nawet niżej. Obecna sytuacja nie nastraja pozytywnie o pozyskaniu sponsora strategicznego. Bardziej musimy martwić się tym, żeby miasto Jasło, jako nasz sponsor główny, nie zakręciło nam kurka, żeby straty spowodowane pandemią były jak najmniejsze.
W ubiegłym roku udało się nam pozyskać - dzięki politykom - kilku sponsorów. Bez względu na to czy ludzie lubią polityków czy nie, to europoseł Bogdan Rzońca bardzo nam pomógł w ciężkich chwilach dla klubu. Bank Pocztowy, Fundacja PKP i Fundacja Lotos wsparły nas finansowo. Zakupiliśmy sprzęt dla wszystkich grup młodzieżowych i seniorów: torby, dresy, koszulki treningowe, stroje meczowe, piłki. Wszystkie drużyny są ubrane tak, jak nie były od lat. Jeżeli sytuacja ekonomiczna będzie zła, to pomoc z wielu firm będzie mniejsza. Mamy już pierwszy sygnał z Wysowianki, z którą podpisaliśmy w ubiegłym roku umowę i dostarczali nam na bieżąco wodę. A to wydatek ponad 2 tysiące złotych rocznie. W Wielki Piątek byłem odebrać wodę i powiedziano mi, że to najprawdopodobniej ostatnia partia napoju, do czasu aż sytuacja się unormuje. Naszym sponsorem muszą być kibice, Klub 100 i władze miasta.

16 kwietnia br. minął rok odkąd został Pan prezesem klubu. Co uważa Pan za sukces obecnego zarządu, a co wciąż nie pozwala kierownictwu Czarnych spokojnie spać?
- Nie przykładam większej wagi do samego faktu, że zostałem wybrany prezesem. Nie jest to dla mnie jakaś przełomowa data. W klubie jestem od zawsze, a w zarządach od 2011 roku i szczerze powiedziawszy, pracę, którą wykonuję obecnie, robiłem 4-5 lat temu. Gdy prezesa Piotra Kowalskiego dopadła poważna choroba i nie mógł pomagać, zostało nas trzech w klubie. Gdy patrzę w lustro, to dopiero wtedy zastanawiam się ile mam lat, ile z nich poświęciłem dla klubu, ile czasu spędziłem na stadionie. Każdego dnia jest za wiele spraw różnego rodzaju związanych z funkcjonowaniem klubu, żeby myśleć o upływającym czasie. Myślę natomiast co zrobić, żeby było lepiej, żeby poprawiła się infrastruktura, w jaki sposób wpłynąć, żeby przyspieszyć decyzję o remoncie stadionu, gdzie i kogo prosić o pieniądze. To mi zaprząta głowę. Nie przykładam zupełnie wagi do daty, kiedy zostałem wybrany sekretarzem klubu, wiceprezesem czy prezesem. Członków zarządu traktuję nie jako prezes zarządca, ale ludzi takich samych jak ja, którzy zdecydowali się pomagać klubowi. Nie ma zasady - ja rządzę, a wy się podporządkowujecie, tylko działamy razem. Chociaż nie ukrywam, że zostałem tak wychowany i mam - w obecnych czasach - niezbyt do końca akceptowalną naturę: bardzo dużo od siebie wymagam, ale też i od innych. Jeżeli się czegoś podejmuję, to staram się robić dobrze i tego też wymagam od innych, żeby pomagali i robili to dobrze.
Największym plusem - co może nie być dobrze odbierane - jest to, że Czarni Jasło w dalszym ciągu istnieją, nie wycofali żadnej drużyny z rozgrywek, nie zmienili nazwy, poradzili sobie z bardzo ciężkim okresem w swoich dziejach. Wyszliśmy z honorem. Najważniejsze dla nas jest to, że piłkarze mogą nadal trenować i rozgrywać mecze, a kibice oglądać mecze co dwa tygodnie. Ogromnie cieszę się, że udało się nam wyjść ze spirali zadłużenia. Udało się stworzyć bardzo fajny, ośmioosobowy zarząd, pracujący ofiarnie. Klub jest lepiej postrzegany. Coraz lepiej zaczyna się nam układać współpraca z władzami miasta i powiatu.

Stadion Czarnych Jasło
Fot. Bogdan Hućko

Zna Pan klub, jego problemy, bo od wielu lat zasiadał we wcześniejszych zarządach, był sekretarzem i wiceprezesem. To powinno być atutem w kierowaniu Czarnymi.
- Myślę, że tak. Chociaż zdarza się, że coś mnie w nadal zaskakuje. Poznałem środowisko i jest mi łatwiej ogarniać pewne rzeczy. Natomiast mamy coraz więcej problemów.
Zmieniło się na pewno podejście zawodników, kibiców, społeczności lokalnej oraz władz w stosunku do osób piastujących społeczne stanowiska czy funkcje w stowarzyszeniach. Z czasów gdy byłem zawodnikiem, kibicem, to osoby, które robiły coś społecznie na rzecz środowiska lokalnego, były gloryfikowane, bardziej szanowane, darzono je większym szacunkiem, estymą. Teraz wszystko jest inne, wszyscy roszczeniowi - zawodnicy, trenerzy, kibice. Świętej pamięci pan Jerzy Węgrzyn, prezes Czarnych, mówił mi przed laty, że szacunku w stosunku do prezesów klubów już nie będzie. Będzie natomiast szczucie i plucie na ludzi działających społecznie na rzecz lokalnej społeczności. Gdy teraz z perspektywy lat to obserwuję, to miał dużo racji. Poprosić kogoś o bezinteresowną pomoc jest bardzo ciężko. U zawodników nie ma przywiązania do klubu. Kiedy Darek Bernacki, mój sąsiad, przechodził do Karpat Krosno, to zebraliśmy się z kolegami i kupiliśmy na rynku największą kapustę. Poszliśmy do jego domu. Darka nie było, a kapustę wręczyliśmy jego mamie... Darek przeszedł do Karpat, tym samym zdradził nasz klub. Takie to były historie. Teraz tego nie ma. Piłkarz pójdzie wszędzie, gdzie dostanie większe pieniądze, bez względu na ligę. To jest przerażające.
Jest mi łatwiej w sprawach organizacyjnych, natomiast jest mi ciężej funkcjonować i odpowiadać na zarzuty malkontentów i ludzi niezadowolonych. Działa to nie tylko na mnie, ale i pozostałych członków zarządu, w sposób deprymujący. Tak zwanych hejterów jest teraz masa. Musimy się - niestety - z tym zmagać na co dzień, a nie każdy jest odporny psychicznie. Ludzie odchodzą ze sportu i kultury. Nie powiem, że jest coraz gorzej, ale na pewno nie jest dobrze.

Sukcesem Czarnych był awans piłkarzy do III ligi w sezonie 2011/12, ale pobyt na tym szczeblu rozgrywek trwał tylko rok. Natomiast w XXI wieku drużyna aż czterokrotnie spadała do V ligi - w sezonach 2005/06, 2008/09, 2014/15 i 2016/17. Za dużo jak na klub, który aspiruje do miana chluby i sportowej wizytówki miasta. Brakuje stabilizacji - awansujecie i spadacie.
- Sytuacja finansowa nie pozwalała nam na grę w IV lidze, mimo, iż piłkarsko byliśmy lepsi. Musimy wygrywać, bo to jest esencja sportu. Celem jest wygrywanie meczów, zdobywanie bramek, zadowolenie kibiców, dostarczenie rozrywki. Dlaczego nie udawało się nam utrzymywać w IV lidze? Poziom sportowy rozgrywek był za wysoki dla chłopców, którzy w danym momencie reprezentowali klub. Od 2013 roku nie mamy zawodników - jak to dawniej bywało - ściąganych z Dębicy, Rzeszowa, Mielca, Wiśniowej, bo po prostu nas na to nie stać.

Trzy sezony graliście w klasie okręgowej. W poprzednich dwóch przegraliście rywalizację najpierw z Przełomem Besko, zajmując 4. miejsce w sezonie2017/18 (wyprzedzili was jeszcze Partyzant Targowiska i Kotwica Korczyna), a następnie z Partyzantem Targowiska w sezonie 2018/19. Skończyliście sezon na 3. miejscu za Markiewicza Krosno. Teraz w przedwcześnie zakończonym ze względu na zagrożenie epidemiczne, liderowanie po rundzie jesiennej zapewniło wam awans do IV ligi.
- Przełom Besko i Partyzant Targowiska mieli lepszych zawodników. Te kluby miały większe pieniądze na zbudowanie mocnych drużyn. Na wiosnę ubiegłego roku mieliśmy pewne założenia, prognozy finansowe. Wiedziałem, że przy pozyskaniu dodatkowych pieniędzy będzie stać nas na to, żeby zawodnikom zagwarantować na poziomie klasy okręgowej stabilizację finansową - wprowadzić stypendia za uczestnictwo w treningach i premie meczowe. Wiedzieliśmy z trenerem Ryszardem Skubą, że drużyna musi okrzepnąć. Kadra niewiele się zmieniła. Mamy takie czasy, że część zawodników wyjeżdża do pracy za granicę. Szukaliśmy w powiecie chłopaków, którzy byliby nie uzupełnieniem, ale wzmocnieniem drużyny. Polowaliśmy na dwóch zawodników. Żadnego nie udało się nam przekonać, bo prezesi klubów okazali się bardziej hojni, a myśmy mieli określone finanse i nie mogliśmy je przekraczać i wpadać w kolejne zadłużenie.
Mamy ustabilizowaną kadrę i priorytetem jest jej utrzymanie plus ewentualne wzmocnienie drużyny na jednej lub dwóch pozycjach. Nie ukrywam, że szukaliśmy skrajnego pomocnika, ale zaporą nie do przejścia okazały się finanse. Priorytetem było utrzymanie Wojtka Muni, którego uważam za najlepszego zawodnika w tej lidze. Nie można przemeblowywać składu, bo mogą nam zarzucić - po co kupowaliście zawodników, skoro w dotychczasowym składzie wam dobrze szło. Trener Skuba wie co robi i ma moje pełne zaufanie.
Powrócili z wypożyczeń - Bartek Rodak ze Skołyszyna oraz Przemek Musiał z Czeluśnicy. Pozyskaliśmy ze Skołyszyna Tomka Kmiotka, bo Wojtkowi Dziedzicowi, zawodowemu żołnierzowi, trudno jest godzić obowiązki służbowe z grą w piłkę, chociaż stara się i jest wzorem pracowitości dla młodych chłopaków.
Czy graliśmy w rundzie jesiennej ładny futbol, czy wręcz przeciwnie, jest sprawą sporną. Mnie także nie wszystkie mecze się podobały. Jedyny przegrany mecz w Nienaszowie to była katastrofa w naszym wykonaniu. Niezasłużony remis w Rymanowie, gdzie powinniśmy wygrać, bo sytuacji mieliśmy wiele, a sam Wojtek Munia mógł strzelić trzy bramki. A ponadto w doliczonym czasie gry sędzia nie podyktował dla nas ewidentnego rzutu karnego. Ponadto remis w Besku, gdzie też zmarnowaliśmy okazje.

W tym roku mija 110 lat od założenia Czarnych Jasło. W jaki sposób - jeżeli szerząca się epidemia pozwoli - uczcicie piękny jubileusz?
- Od dwóch lat pilotowaliśmy sprawę przylotu na nasz jubileusz Czarnych Jasło Chicago. W lutym tego roku, po rozmowach i uzgodnieniach z władzami miasta, poinformowałem klub w USA, że mogą na 110-lecie przylecieć. Szczegóły mieliśmy dopracować w kwietniu na spotkaniu u burmistrza. Zadecydowały o tym względy oszczędnościowe i niemożność zorganizowania masowej imprezy, którą chcielibyśmy uczcić jubileusz, ale też do tego interesu nie dołożyć. Nie mamy gdzie zorganizować takiej imprezy. Moglibyśmy starać się o przyjazd Wisły Kraków czy Cracovii, ale gdzie my ich zaprosimy, gdzie ugościmy kibiców. Byłoby trochę obciachu, bo na stadion może wejść 700 osób, a chętnych byłoby około 2-3 tysięcy ludzi. Obiekt nie spełnia żadnych warunków. Maksymalnie może pomieścić 999 osób.
Koronawirus storpedował nasze plany. W USA jest tragicznie. Wszystko wskazuje na to, że jubileusz trzeba przenieść na inny termin. Jest nam przykro, w Czarnych Jasło Chicago także wielkie rozgoryczenie. Nie mamy jednak wpływu na to, co stało się na świecie.