Z Mariuszem Świątkiem, dyrektorem Muzeum Regionalnego w Jaśle rozmawia Bogdan Hućko.
25 maja 2020 roku może okazać się przełomową i ważną datą dla Muzeum Regionalnego w Jaśle. W tym dniu podpisał Pan umowę na dofinansowanie projektu, w ramach którego budynek zostanie przebudowany i rozbudowany.
- Na pewno jest to data istotna w 50-letniej historii naszej instytucji. Uważam, że muzeum to jak budynek - ktoś położy fundamenty, ktoś postawi ściany, jeszcze ktoś wypełni go treścią, a ktoś inny dobuduje piętra. Jest to instytucja szczególna. Muzeum bowiem to depozytariusz historii, pamiątek lokalnych, ale i narodowych. I o tym należy pamiętać, że nie jesteśmy stricte instytucją kultury - bo tak chcą nas wszyscy postrzegać - a udostępnianie eksponatów jest na ostatnim miejscu wśród funkcji muzeum. Przede wszystkim jest to gromadzenie, zabezpieczanie, opracowywanie. I tym się zajmujemy. Jesteśmy muzeum rejestrowym, czyli posiadane zbiory są pod nadzorem i kontrolą ministra kultury. Miasto Jasło jest organem założycielskim, finansuje działalność muzeum, zapewnia środki materialne, ale jeżeli chodzi o warunki przechowywania, kwestie dokumentacji to nadzoruje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dzisiaj każdy może sobie wywiesić szyld i twierdzić, że ma muzeum. Otóż nie, bo muzeum to instytucja, gdzie zbiory są ewidencjonowane, fotografowane, opracowywane, inwentaryzowane. Natomiast kolekcjoner prywatny może pozyskać, wymienić, sprzedać. Muzea tego nie praktykują. Uważam, że w historii naszego muzeum jest to data istotna.

Muzeum Regionalne w Jaśle
Muzeum Regionalne w Jaśle. Fot. Bogdan Hućko

Przebudowa była koniecznością?
- Budynek wymaga termomodernizacji, wymiany pieca gazowego, który bez mała jest tak stary jak nasze muzeum. Sam system ogrzewania, stolarka okienna, tynk, elewacja, instalacja elektryczna, nie mówiąc już o systemach zabezpieczeń. Po 30 latach konieczny jest remont.
Po wyprowadzce z Jasielskiego Domu Kultury w latach 90. minionego wieku, wydawało się, że spełnia nasze marzenia na pokolenia. Okazało się, że po 30 latach jest nam tutaj za ciasno, a po drugie budynek najzwyczajniej się zestarzał. Tak jak niegdyś z radością przenoszono tutaj zbiory, to dzisiaj wiemy, że magazyny są zbyt małe. Budynek był projektowany bez współczesnych wymogów, czyli bez ciągów komunikacyjnych, ułatwień dla osób z utrudnionym poruszaniem się, bo nie mamy windy. To wszystko nas w jakimś sensie dyskryminuje.
Dom przekazany przez doktora Stanisława Kadyiego w darze muzeum, pozwolił nam wyprowadzić się z JDK. Już wtedy magazyny były mało pojemne. To był zwykły dom rodzinny, do którego dobudowano piętro i sale wystawowe.
Trzeba pokazać zbiory, żeby one pracowały dla lokalnej społeczności. Sale wystawowe są dosyć ograniczone dla kolekcji paleontologicznej czy numizmatycznej. Musi być zmieniony wystrój i zostanie dobudowane piętro. Tym samym powierzchnia wystawowa zwiększy się o ponad 50 procent. To było głównym założeniem projektu opracowanego w 2017 roku. Niestety, nie znaleźliśmy się w pierwszej turze, byliśmy na tzw. liście rezerwowej. Samorząd województwa podkarpackiego wynegocjował z Unią Europejską, że pieniądze nie wykorzystane przechodzą na następne lata i dzięki temu projekt będzie realizowany.
Początkowo planowany był remont w dwóch etapach, ale obawialiśmy się, czy jeżeli dostaniemy na pierwszy etap, to czy otrzymamy także na drugi i trochę ten projekt zmodyfikowaliśmy. Ograniczyliśmy się do nadbudowy sal ekspozycyjnych, do zainstalowania podnośnika dla osób niepełnosprawnych. Pozyskamy także dwa pomieszczenia na pracownie muzealne.
Sam projekt jest oszacowany na 4 miliony 100 tysięcy złotych, z czego 3 miliony zapewnia Urząd Marszałkowski Województwa Podkarpackiego, natomiast pozostałą kwotę musi przeznaczyć samorząd miasta Jasła.


Muzeum Regionalne w Jaśle

Projekt nosi nazwę „Ukryte skarby Muzeum Regionalnego w Jaśle”. Jakie to są skarby?
- Na przykład malarstwo Jana Wodyńskiego. Ponad tysiąc prac artysty, otrzymanych jako dar w 2018 roku, leży w magazynach. Ponadto 200 obrazów i 500 rysunków Ignacego Pinkasa, podarowane w 1996 roku przez Marię Wolną z Krakowa. W ubiegłym roku otrzymaliśmy kolejny dar od pani z okolic Limanowej - sześć kolejnych obrazów Ignacego Pinkasa. Malarz podarował prace jej dziadkowi, z którym się przyjaźnił. Ciągle ta kolekcja jest rozbudowywana.
Mamy piękne zbiory paleontologiczne. Najbliższe muzea przyrodnicze są w Krakowie i Warszawie, a mamy eksponaty nie gorsze, a przede wszystkim dotyczące naszego regionu. W sumie jest około tysiąca pięciuset wpisów inwentarzowych, ale doktor Stanisław Kadyi układał swoje zbiory w kasetkach, które sam wykonywał i w niektórych jest po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt eksponatów, które robią wrażenie. To nie tylko odcisk żółwia oligoceńskiego, unikatu w skali kraju, ale także cenne są rybki z okolic Żółkowa, Sobniowa i Jasła, które świadczą o tym, że tysiące lat temu było tutaj jakieś morze czy jezioro, zbiorniki wodne, w którym żyły te stworzenia.
Bardzo cenna jest kolekcja numizmatów, licząca około tysiąca pięciuset, z kolekcji doktora Stanisława Kadyiego. Niektóre są unikalne w skali kraju. To przekrój najbardziej wartościowych monet polskich od czasów piastowskich do współczesnych. Profesor Marian Gumowski, słynny numizmatyk i miłośnik monet, stwierdził, że przed kolekcją doktora Kadyiego należy uklęknąć. Nie będziemy pokazywać wszystkich, ale tak jak to się robi w dobrych muzeach, najciekawsze będą systematycznie zmieniane. Wykorzystamy multimedia oraz w 3D jak te monety wyglądały.
Legendą obrosły zegary doktora Kadyiego - część jest na ekspozycji, a część z konieczności w magazynach, zwłaszcza te określane jako ludowe, szwarcwaldzkie ze słynnymi kukułkami.
Cenne są też starodruki - ponad 150 - które doktor gromadził.
Do dzisiaj, mimo, iż zbiory muzeum uległy zwielokrotnieniu, ta część, którą przekazał nam doktor Kadyi, jest jedną z najbardziej wartościowych, to są rzeczy unikalne w skali kraju i świata. Ich zgromadzenie przez instytucję muzealną wymagałoby niebotycznych pieniędzy, ale i zachodu. Bo to nie jest tak, że wszystko jest dostępne, czasami trzeba szukać latami i czekać.
Posiadamy kolekcje pocztówek patriotycznych i orła wojskowego, od czasów legionowych aż do lat 90. To wszystko jest zmagazynowane.
Muzeum też gromadzi od wielu lat kolekcje obrazów malarzy jasielskich. Oczywiście filarami są wspomniani Ignacy Pinkas i Jan Wodyński, obaj urodzeni w Jaśle. Od kilku lat staramy się sukcesywnie gromadzić obrazy współczesnych malarzy jasielskich. Mieliśmy lukę pokoleniową, głównie gromadziliśmy obrazy malarzy historycznych - zasłużonych i w większości już nie żyjących. Teraz staramy się gromadzić po kilka prac żyjących twórców. Są to ciekawi artyści, środowisko jasielskie jest bardzo prężne.
Dla nas najważniejsza jest historia Jasła. Głównym motywem działania jest wygospodarowanie pomieszczenia, gdzie będzie pokazana historia miasta Jasła - dokumenty, fotografie, pamiątki, najważniejsze wydarzenia, postacie, wszystko co świadczy głównie o kulturze, dorobku Jasła i jego mieszkańców. Mamy piękną kolekcję fotografii historycznych Jasła.


Muzeum Regionalne w Jaśle

Po remoncie i wyciągnięciu z magazynów cennych zbiorów, będą one pokazywane na stałych ekspozycjach?
- Plany są takie, żeby odejść od koncepcji ekspozycji stałych na rzecz długoterminowych. Dominują ekspozycje stałe - rzemiosło artystyczne, sztuka sakralna, etnografia. Oczywiście nie chcemy tego likwidować, ale zakładamy, że na tych wystawach będzie ruch. Pewne partie będą wymieniane. To już pozostawiam fantazji pracowników. Jest grupa młodych, zaangażowanych ludzi, którzy mają przede wszystkim pomysły. Pracuję w muzeum prawie 30 lat, a więc mam pewne przyzwyczajenia i jedynie co mogę, to staram się je nie forsować. Nowe spojrzenie pozwala ten sam przedmiot wyeksponować ciekawiej.

Muzeum Regionalne w Jaśle

Prace remontowe mają zakończyć się w listopadzie 2021 roku.
- Muszą, bo takie są uwarunkowania projektu. Jeżeli w tym terminie nie udałoby się zakończyć remontu, to byłby problem z finansowaniem. Miasto musiałoby pokryć koszty z własnych funduszy.
Dla nas największym wyzwaniem jest w tej chwili wyprowadzenie muzeum. Musimy przygotować odpowiednie magazyny. Zgodnie z ustawą o muzeach, zbiory muszą trafić do warunków nie gorszych od tych co mamy obecnie. Pakujemy się i wyprowadzamy.
Mamy jeszcze dwa projekty z funduszy ministerstwa, które musimy zrealizować przed wyprowadzką. Jesteśmy trochę w rozkroku, bo z jednej strony chcemy jak najszybciej się spakować, żeby inwestor mógł pracować, a z drugiej musimy te projekty zrealizować. Jeden to konserwacja eksponatów - są to prace Ignacego Pinkasa (dostaliśmy 50 tysięcy złotych), a drugi to jest projekt Narodowego Centrum Kultury - „Kultura w sieci”. Nasze muzeum od roku jest dostępne w wersji multimedialnej w formie wirtualnego spaceru, co w warunkach izolacji wynikających z epidemii, spełniło swoją funkcję. Obserwowaliśmy wzrost odwiedzin. Natomiast w związku z tym, że mamy skromne sale ekspozycyjne, a eksponatów przybywa systematycznie i w tej chwili jest już ponad 25 tysięcy wpisów inwentarzowych, a na sali mamy około 600 eksponatów, większość naszych zbiorów jest przechowywana w magazynach. Nasz projekt zyskał akceptację Narodowego Centrum Kultury i otrzymaliśmy pieniądze, za które mamy zrobić 10 filmów w formie lekcji muzealnych: pokazanie kolekcji, artystów związanych z ziemią jasielską oraz w formie warsztatów, podczas których rękodzielnicy i artyści pokażą swój kunszt.
Staramy się też publikować. Wkrótce ukaże się pierwszy numer zeszytów naukowych muzeum z recenzją profesorów krakowskich, wydany przez Uniwersytet Jagielloński. Na pewno będzie to gratka dla miłośników Jasła. Znajdą się w tym wydawnictwie, zgodnie z zasadą, artykuły dotąd nigdzie nie publikowane - badania współczesnych historyków, archeologów. Czekamy z utęsknieniem na to wydawnictwo, które trochę opóźniło się ze względu na epidemię.


Muzeum Regionalne w Jaśle

Muzeum miało szczęście do darczyńców - najpierw doktor Stanisław Kadyi, który zmarł w 1980 roku i w testamencie zapisał dom rodzinny i swoje zbiory. Pasierbica Ignacego Pinkasa Maria Wolna z Krakowa w 1996 roku przekazała obrazy, rysunki, litografie i fotografie artysty. W 2018 roku bratanek Jana Wodyńskiego - Bartłomiej Wodyński przekazał obrazy malarza. Kupujecie eksponaty czy barierą jest brak odpowiednich finansów?
- Kupujemy. Cenimy sobie dary, bo to świadczy o wrażliwości, ale jest to także - cytując mojego poprzednika na stanowisku dyrektora Alfreda Sepioła - przejaw zaufania do instytucji. Jeżeli ktoś przekazuje do muzeum, to ma świadomość, że to zostanie zachowane i nie ukrywam, że bardzo często jest to także argument przy zakupach. Przy negocjacjach cenowych jest bardzo często argumentem, który przeważa na naszą korzyść, to, że dany eksponat nie będzie już przedmiotem handlu, bo staje się własnością narodową. Dzięki temu czasami udaje się wynegocjować ulgę cenową.
Jedynie ograniczają nas pieniądze. Budżet jest dosyć skromny, ale staramy się z własnych dochodów, warsztatów, działalności edukacyjnej, biletów, zawsze trochę wygospodarować. Średnio w roku udaje się nam kupić eksponaty za 50 - 60 tysięcy złotych. Nie jest to źle, chociaż parę razy podejmowano ryzyko. Dla mnie takim przykładem była wizyta z dyrektorem Sepiołem w Krakowie, gdzie zaoferowano nam unikalną w skali kraju kolekcję biżuterii patriotycznej oraz pocztówek patriotycznych. Zawsze takie sprawy wychodzą na koniec roku, gdy budżet jest już rozdysponowany. Wtedy dyrektor podjął odważną decyzję - kupmy na raty, w tym roku trochę i w następnym. Dzięki temu jesteśmy w posiadaniu dwóch ciekawych kolekcji, które z powodzeniem są użyczane.


Muzeum Regionalne w Jaśle

- Zaczynaliście od 560 eksponatów, a teraz - jak Pan mówi - macie ponad 25 tysięcy wpisów inwentarzowych.
- Idea tworzenia muzeum była taka, żeby gromadzić pamiątki kultury lokalnej, ludowej, która w latach 60. zaczęła zanikać. To jest okres uprzemysłowienia, migracji ludności, kultura lokalna zaczęła się rozmywać. Trochę w tym pomogła szkoła, która wypleniła gwarę ludową. Zakłady przemysłowe produkujące odzież wyparły lokalne tkactwo. To wszystko mamy udokumentowane. Systematycznie przyjeżdżają badacze z różnych ośrodków i korzystają z naszych zbiorów. Mamy ciekawe egzemplarze strojów ludowych, piękne kolekcje rzeźby ludowej Władysława Chajca, Karola Breja i Antoniego Bolka, czy współczesnych jak Adama Rąpały i innych. Tworzą piękne prace i systematycznie te zbiory się powiększają. Organizujemy konkursy, bo mamy świadomość, że etnologia to rzecz dotycząca 50 lat wstecz, ale to sprzed 30 czy 20 lat też jest ciekawe, a to co współczesne za 30 lat już będzie przeszłością. Najbardziej cenimy sobie te, które powstają w oparciu o stare zwyczaje, technologie, ale jesteśmy też otwarci na współczesne. Trudno pominąć piękne pisanki ze strusich jaj. To wszystko staramy się uwiecznić, utrwalić, mam nadzieję, że z dobrym skutkiem. W takich instytucjach jak muzea wszystko jest opracowane, udokumentowane, są karty katalogowe, księgi inwentarzowe. Każdy eksponat, który trafi do muzeum jest opisywany, fotografowany, ma specjalną metryczkę, jest wpisywany do księgi inwentarzowej.
Cenimy sobie pasję założycieli muzeum - Polskiego Towarzystwa Turystyczno - Krajoznawczego, a później Stowarzyszenia Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego. Ludzie gromadzili pamiątki i oddawali na potrzeby muzeum. Podstawą była pasja ludzi, którzy uznali za konieczne stworzenie takiej placówki w Jaśle.
Plany tworzenia muzeum były już w okresie międzywojennym. Są zachowane relacje z posiedzenia rady miejskiej. Doktor Małcużyński proponował stworzenie gabinetu pamiątek. Zaczątkiem było przekazanie kilku obrazów, dokumentów do urzędu miasta. Sytuacja gospodarcza i II wojna światowa przerwały te plany. To co zostało zgromadzone w większości uległo zniszczeniu. Jedyną taką pamiątką jest obraz „Pożar Jasła” Jana Bieszczada, który przetrwał do naszych czasów. Po wojnie idea odżywała. W zniszczonym mieście ludzie zajmowali się przede wszystkim zabezpieczeniem bytu mieszkańcom, a nie myśleli o muzeum. Po bardzo hucznych obchodach 600-lecia miasta Jasła, pozostało trochę pamiątek, pieniędzy i przede wszystkim zaangażowanie ludzi - powstało Stowarzyszenie Miłośników Jasła i Regionu Jasielskiego, które między innymi powołało sekcję muzealną. W oparciu o struktury PTTK udało się stworzyć pierwsze muzeum, a potem od 1969 roku staliśmy się muzeum rejestrowym, podległym ministrowi kultury i sztuki.
Założenie było takie, że to miało być głównie muzeum etnograficzne. Nie dało się jednak nie gromadzić pamiątek po zniszczeniu Jasła podczas II wojny światowej. Poszła lawina, zaczęło przybywać pamiątek.


Muzeum Regionalne w Jaśle

Marzenie Pana jako dyrektora muzeum to...
- ...nowa siedziba filii muzeum. Z całym szacunkiem dla tego projektu, mamy świadomość jako muzealnicy i ma świadomość także Urząd Miasta Jasła, że jest to pewien etap, bo docelowo ten budynek i tak nie pomieści wszystkich zbiorów. Musielibyśmy się zatrzymać i nie rozwijać.
Barierą są przede wszystkim finanse. Ten budynek w latach 90. wydawał się idealny. W tej chwili nie mamy miejsc parkingowych. Tak naprawdę to nas dyskwalifikuje. Ktoś, kto wybiera się do nas, musi szukać parkingu na mieście. Pocieszam się tym, że na Wawel też wjechać nie można... Obserwujemy od dwóch lat wzrost zainteresowania grupami, które chcą zwiedzić miasto przy okazji pobytu w regionie. Zawsze jest problem, gdzie tych ludzi wysadzić i skąd ich potem zabrać.
Docelowo, wcześniej czy później, staniemy przed problemem nowej siedziby muzeum w Jaśle. Dawniej lokowano takie placówki w centrach miast. Teraz, gdzie większość osób ma warunki do przemieszczania się, można byłoby pomyśleć o innej lokalizacji, bo wcześniej czy później będziemy musieli się z tym problemem zmierzyć. Naszym niespełnionym marzeniem jest Szkoła Podstawowa nr 2, bo to jest budynek, który spełniał nasze oczekiwania i bylibyśmy w stanie zapełnić go treścią, ale powstaje tam bardzo ciekawa inicjatywa - centrum innowacji i kultury. Mamy świadomość, że burmistrz nam całego miasta na muzeum nie zamieni i może dobrze, bo miasto ma się rozwijać, ale uważam, że ta funkcja muzeum jako depozytariusza historii, tradycji, kultury jest potrzebna. Muzeum jest to też alternatywa dla prywatnego kolekcjonerstwa, bo chęć gromadzenia jest przypisana każdemu człowiekowi. Kolekcje prywatne mają to do siebie, że z chwilą kiedy zabraknie tej osoby, to one ulegają rozproszeniu. Bardzo dobrze, jeżeli jest w rodzinie ktoś, kto potrafi to kontynuować.
W Jaśle jest jeszcze kilka historycznych budynków, które można byłoby przeznaczyć na muzeum. Jest też alternatywa wybudowania nowego. Koszt przebudowy jakiegokolwiek obiektu z zachowaniem jego cech architektonicznych i przystosowaniem funkcjonalnym do muzeum, to są większe koszty niż wybudowanie nowoczesnego pawilonu na wolnym gruncie.


- Powiedział Pan, że nie wszystko jest dostępne, że czasami trzeba szukać latami i czekać...
- Historia, wbrew pozorom, jest ciągle żywa, ciągle pojawiają się nowe wątki. Czasami zaskakujące. Skontaktowałem się z rodziną Karola Kossaka, nieżyjącą już córką, dzięki czemu trafiło do nas kilka jego prac z okresu jasielskiego, bo w 1944 roku artysta mieszkał i pracował w Jaśle. Malował między innymi wysiedlenie Jasła. W darze otrzymaliśmy rysunek od spadkobierców córki artysty, „Upiory jasielskie” - sępy, gady, ptaki, które symbolizują okupantów na tle ruin miasta.
Systematycznie w skali roku, otrzymujemy od kilkunastu do kilkudziesięciu darów. Są to starodruki, obrazy, metaloplastyka, dokumenty rodzinne, fotografie. We współczesnym świecie wystarczy dokument zeskanować. Nie domagamy się, żeby ktoś przekazywał nam oryginały. Osobiście uważam, że jeżeli w rodzinie jest ktoś, kto przywiązuje wagę do fotografii, dokumentów, to jest element naszej świadomości narodowej, rodzinnej, tradycji. Jeżeli ktoś ma przeczucie, że po jego odejściu, to zostanie utracone, ciągłość historyczna zostanie przerwana, decyduje się na przekazanie do muzeum. Dla nas jest to cenne, a przede wszystkim liczy się wiedza, kto jest na fotografii, w jakich okolicznościach zdjęcie zostało zrobione itd. Czasami jest to bardziej wartościowe niż przedmiot przedstawia sam w sobie. Przechowujemy zeskanowane materiały, użyczone przez rodziny. To też nas wzbogaca, a jednocześnie posuwa naszą wiedzę.
Kadyi, Pinkas, Wodyński to są filary. Wszystko jest dla nas cenne, także na przykład jedno odznaczenie. To jest historia jakiegoś człowieka. Ktoś kto został uhonorowany Orderem Virtuti Militari, to dostał krzyż za konkretny czyn. Jeżeli odznaczenie trafia do muzeum, to jest także cenne dla nas. Historia tego człowieka i jego emocje jakby przechodzą do nas, z czego jesteśmy szczęśliwi.